Białoruś - internet pod kontrolą

6 stycznia na Białorusi weszły w życie nowe przepisy dotyczące Internetu. Co jest teraz zabronione na Białorusi? Dostawcy Internetu pod groźbą sankcji blokują dostęp do zakazanych stron instytucjom państwowym, instytucjom edukacyjnym, kafejkom, klubom internetowym.

Władze nie opublikowały spisu portali z czarnej listy (podobno około 60), które nie będą dostępne w instytucjach publicznych. Znają go wnioskodawcy i dostawcy Internetu. Jak przekazują  białoruskie media, na liście zakazanych mają być m.in. strona opozycyjna Karta 97, Wiasna (strona organizacji Alesia Bialackiego), Białoruski Partyzan, Prokopovi.ch, strona słynnego blogera Jauhena Lipkowicza, a oprócz stron niezależnych różne witryny pornograficzne i o charakterze „terrorystycznym”.

Kolejny nowy restrykcyjny paragraf dotyczy inwigilacji internautów. Właściciele kawiarenek i klubów internetowych będą prowadzić rejestr swoich klientów oraz stron, które przeglądają. Gdy ktoś ogląda strony z pornografią czy zawierające „materiały ekstremistyczne", właściciel ma obowiązek o nim donieść białoruskiej bezpiece.

Właściciele, którzy odmówią donosicielstwa oraz internauci, na których zostanie złożony donos, dostaną kary od 60 dol. do 180 dol. Przy średniej miesięcznej na Białorusi wynoszącej 220 dol. to kwoty bolesne.

Jak podaje portal pravo.by - obowiązek kontroli przestrzegania nowego prawa będą mieli właściwie wszyscy urzędnicy Łukaszenki: bezpieka (KGB), milicja, służby podatkowe.

Przypomnimy również również, że jak się niedawno okazało Białoruskie KGB przez dłuższy czas miało już kontrolę nad komputerami i korespondencją elektroniczną niektórych pracowników opozycyjnego portalu Karta'97 oraz znanych białoruskich dziennikarzy i działaczy - poinformowała  Karta'97.

Tuż przed Nowym Rokiem strona Karty'97 padła ofiarą włamania i zostały z niej usunięte wszystkie materiały. Przez kilka dni znajdowała się na niej tylko pozostawiony przez sprawców włamania tekst szkalujący Irynę Chalip, żonę koordynatora inicjatywy społecznej Karta'97, i byłego kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua, który odbywa karę 5 lat kolonii karnej. 

Karta'97 pisze, że sieć trojańską kontrolowano przy użyciu kilku skrzynek poczty elektronicznej i do dwóch z nich udało się uzyskać dostęp. 

Białoruskie KGB miało dostęp do komputerów części pracowników redakcji Karty'97, która znajduje się w Wilnie, w tym do jej administratora, ale także Iryny Chalip, Pawła Marynicza z kampanii obywatelskiej "Europejska Białoruś", której szefem jest Sannikau, korespondentki opozycyjnej gazety "Narodnaja Wola" Maryny Koktysz oraz współpracownika byłego kandydata na prezydenta Uładzimira Nikalajeua, Siarhieja Wazniaka. 

Według Karty'97 KGB próbowało także przejąć kontrolę nad komputerami niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ), adwokata szefa Centrum Prawa Człowieka "Wiasna" Alesia Bialackiego oraz koordynatora milczących akcji protestów z lata ubiegłego roku Wiaczasłaua Dzijanaua, który mieszka obecnie w Polsce. "Czy te próby zakończyły się powodzeniem - nie wiadomo" - pisze Karta'97. 

"Sieć (trojańska) działała co najmniej od lipca 2011 r. Właśnie wtedy doszło do pierwszego udokumentowanego zarażenia jednego z komputerów. Skradziono hasła do Skype'a, co pozwala włączyć Skype'a na drugim komputerze i równolegle czytać całą korespondencję użytkownika, do sieci społecznych, do e-maila, a nawet hasła dostępu do dostawcy internetu. Zapisywano obraz ekranu z działaniami użytkownika, kopiowanie i pisanie tekstu w edytorach tekstowych oraz programach pocztowych" - czytamy. 

Karta'97 pisze, że do zarażenia komputerów użyto trzech rodzajów wirusów, i zamieszcza instrukcje ich odszukania oraz zniszczenia.

Źródło: Raport Białoruś, PAP, ekonomia24